Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Deadpool kontra Staruszek Logan

Do czasu filmowego Deadpoola i zapoznania się z runem Duggana jakoś Deadpool nie wzbudzał we mnie żadnych emocji. Ani pozytywnych, ani tym bardziej negatywnych. Był bo był, podchodziłem do niego obojętnie. Jednak moje podejście się zmieniło pod wpływem wspominanych wyżej powodów. Z kolei do Staruszka Logana wciąż się nie przyzwyczaiłem. Owszem, jego solowa seria jest ciekawa i to kawał dobrego komiksu, jednak jeszcze starszy Wolverine nie zagościł w moim sercu. Czy to się stanie za sprawą tego komiksu?

Jak pewnie już kiedyś mówiłem i wspominałem, nie lubię zapchajdziur. Komiksy, czy to będące całym tomem czy poszczególnymi zeszytami, które nic nie wnoszą, nie są dla mnie interesujące. Bo czytanie dla samego czytania, może jest i fajne, ale jednak coś z tej lektury trzeba wynieść. Jak to część większej całości – a komiksy nimi są, bo w końcu często gęsto opowiadają historię trwającą ładne kilka lub kilkadziesiąt lat – to musi mieć chociaż minimalny wpływ i wkład do tego, co przeczytamy później. Pisanie o czymś, żeby tylko szary czytelnik kupił dany komiks i o nim chwilę później zapomniał, jest dla mnie krzywdzącym podejściem wobec nas, czytelników i konsumentów. Chyba jednak się nieco zagalopowałem i to co zazwyczaj piszę na końcu, spłynęło z mojej klawiatury na początku. No cóż, trudno. Ale czasem trzeba nieco zmienić format, prawda?

Za komiks odpowiadają: Declan Shalvey, do tej pory głównie rysownik, oraz Mike Henderson, który rysował „Daredevila” czy „Secret Wars: Battleworld”. Dla mnie byli to twórcy praktycznie nieznani. Jak wiemy, pisać Deadpoola nie każdy umie i nie każdy powinien. Shalvey więc wziął na klatę dość poważny ciężar i pytanie brzmi, czy sobie z tym poradził.

Jak dobrze wiemy z ich solowych serii, Deadpool jest śmieszkiem i błaznem, natomiast Stary Logan to ponurak i gbur. A to nie wróży niczego dobrego, na pewno doprowadzi do spięć. I scenarzysta musiał sobie z tym poradzić, bo tych dwóch postaci zmienić się nie da. Musi między nimi iskrzyć i musimy się przy tym dobrze bawić. Najlepsze jednak jest to, że jak zapewnia nas tylna okładka, nasi milusińscy z czynnikiem regeneracyjnym „ruszają na wspólną misję”. Ech, kto tu nas próbuje zrobić w balona? Wade i stary Logan nie są przyjaciółmi, nie pałają do siebie miłością i jedynie przypadek i zrządzenie losu sprawia, że współpracują. No, to w sumie też jest zbyt duże słowo. Każdy chce pomóc młodej i potężnej mutantce o imieniu Maddie. Każdy chce to zrobić na swój sposób i wcale nie potrzebuje do tego, tego drugiego. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że sama dziewczyna nie do końca chce ich pomocy, a każdy uszczęśliwia ją na siłę swoją osobą. I generalnie tak przedstawia się cała oś fabularna.

Niby proste, prawda? Niewiasta w opałach i dwóch dzielnych wojów rusza jej z pomocą. Jakoś tego nie kupiłem. Owszem, jest akcja, leje się krew i kończyny fruwają w powietrzu. Jest humor Deadpoola i tu chyba brawa dla tłumacza, Bartosza Czartoryskiego, że wybrnął z tego zadania spisując się na piątkę. Humor jest przedni, zarówno ten słowny, jak i sytuacyjny widoczny na kadrach. Nie ma go może aż tak dużo jak u solowego Deadpoola, ale jest zabawnie. To na plus. Jednak minusem – według mnie oczywiście – jest to, że cała historia zamyka się w pięciu zeszytach i w ogóle nie dostaniemy wzmianki o tej przygodzie w innych komiksach. Samej Maddie również nigdzie nie spotkamy. Czyli wracamy do punktu wyjścia: nie ma wpływu na całość. Czyli? Zapchajdziura. Niestety...

Graficznie, Henderson też nie wybił się ponad wszelakie wyżyny. Rysuje jak rysuje, ale nie jest mój ulubiony styl. Jakoś nie czułem tego. Nieco mi to nawet miejscami zalatywało mangą. Nie żebym miał coś do mangi... no ale, kurczę, nie porwało mnie. Jakby ktoś mnie zapytał, kto rysował ten komiks na pewno bym nie pamiętał. Prace Hendersona nie złapały mnie i za serce i za oczy. Rysunki nie są paskudne czy brzydkie, nie. Są po prostu specyficzne i nie trafiły w mój spaczony (czasami tak się czuję) gust. Kogoś zachwycą. Może. I to będzie w porządku.

Z przykrością powiem: Deadpool kontra Staruszek Logan to komiks nieco niepotrzebny. Zamiast tego wolałbym zobaczyć dalsze przygody Staruszka solo. Aż dziwne, że Egmont nie zapowiedział kontynuacji. Czyżby kiepska sprzedaż? Jeśli tak, to tym bardziej jestem zdziwiony wydaniem tego potworka. Czyżby myśleli, że postać Deadpoola sprawi, że słupki sprzedaży wystrzelą do góry? Błąd.

Dla humoru może przeczytać, ale jak mówiłem, nie nastawiajcie się na fajerwerki. Jeśli zastanawiacie się nad zakupem... Znajdziecie coś lepszego. Jeśli jednak jesteście stanowczymi fanami Deadpoola czy Wolverine'a i musicie mieć na półce wszystko co wyszło na ich temat to okej. Kupcie. Ale nie musicie rozrywać folii. Obejdzie się.

Dengar

Deadpool kontra Staruszek Logan
Scenariusz: Declan Shalvey
Rysunki: Mike Henderson
Przekład: Bartosz Czartoryski
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Stron: 112
Cena: 39,99 zł


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2021 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.