Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - DCeased: Niezniszczalni

Krótko mówiąc, jak już się powiedziało „A” to trzeba też powiedzieć „Ą”. Więc skoro w moje łapki wpadł pierwszy tom DCeased, który w miarę swoich skromnych możliwości zestawiłem z zombiakami Marvela, nie mogłem sobie odmówić przeczytania również i kolejnego tomu. I uspokoję wszystkich Avalonowych fanów: nie pomyliły się nam fandomy ;)

Scenarzysta Tom Taylor nie porzuca kury znoszącej złote jaja i kuje żelazo póki gorące. Nic też dziwnego, bo pierwszy tom był dość intrygujący. Elseworld czy nie, dla mnie jako osobie nie zaznajomionej z uniwersum DC to był kawał dobrej historii. Po wydarzeniach ukazanych w pierwszym tomie Ziemia została opuszczona i zamieszkują ją w większości zombiaki. No, jeśli nie liczyć nielicznych ocalałych. Wśród nich znajduje się między innymi Deathstroke, który zdaje się być odporny na działanie wirusa. Jego czynnik regeneracyjny dość skutecznie zwalcza wirusa równania antyżycia i przynajmniej dwukrotnie ratuje Slade'a przed zostaniem chodzącym trupem. Tymczasem Jason Todd, znany jako Red Hood, a kiedyś Robin, odnajduje w Bat-jaskini zwłoki Batmana, Robina i Nightwinga. Wyrusza w miasto aby znaleźć innych ocalałych.

Tom Taylor tym razem nie skupia się na uciekinierach, którzy bezpiecznie lecą – albo też już wylądowali na Ziemi 2 – tylko garstce bohaterów oraz złoczyńców, którzy muszą poradzić sobie w tych jakże niezwykłych okolicznościach. Aby to zrobić, niegdysiejsi wrogowie muszą stanąć ramię w ramię. Czy im się to uda? Co wyjdzie z tej współpracy? Zapowiadało się ciekawie, więc tym chętniej zabrałem się za lekturę. Jak już wspominałem, jestem osobą niezbyt dobrze znającą świat DC więc byłem ciekawy, jak on może wyglądać bez tak czołowych postaci jak Batman, Superman czy Wonder Woman. Tu dostałem Red Hooda, Cassandrę Cain (której w ogóle nie kojarzyłem), Deathstroke'a oraz Bane'a. Reszty złoczyńców jakoś nie kojarzyłem i szczerze mówiąc nie zrobili na mnie szczególnego wrażenia. Creeper był jakiś taki dziwny, Kapitan Chłód to jakiś Mister Freeze dla ubogich, Lady Shiva kojarzyła mi się z Elektrą, Deadshot z Bullseye'm a Cheetah z Tigrą. Chyba jako osoba przesiąknięta Marvelem mam problemy z postrzeganiem świata konkurencyjnego wydawnictwa. No ale cóż, przecież nie wolno się ograniczać.

Tom Taylor nie silił się pisząc ten komiks na stworzenie czegoś głębokiego, nie zanurza się w filozoficzny czy psychologiczny nurt. Najprościej powiedzieć, że na łamach tych trzech zeszytów wchodzących w skład tego tomu, poszerza to co napisał w poprzednim tomie. Rozbudowywuje swoje postapokaliptyczne uniwersum. Pozwala aby techno-organiczny wirus antyżycia dalej zbierał swoje zombiastyczne żniwo. Scenariusz „Niezniszczalnych” nie jest szczególnie głęboki ale może wcale taki być nie musi. Taylor pokazuje, że ludzie, nawet ci obdarzeni mocami w obliczu niebezpieczeństwa i chęci przetrwania są gotowi chyba na wszystko. Nawet na to, by zapomnieć o urazach i zatargach z przeszłości. Odwieszają broń i stają ramię w ramię aby przetrwać. Całość jest rozpisana bardzo umiejętnie. Jak pisałem na początku, pierwszy zeszyt to śledzenie poczynań Deathstroke'a oraz Red Hooda. Narracja rozpoczyna się w różnych miejscach i w różnych okolicznościach żeby ostatecznie zejść się w jedną, logiczną całość. Podobało mi się to, że scenarzysta porzucił pierwszoligowych herosów i skupił się na niższej lidze. Jako osoba, która nigdy nie rozumiała i nie tolerowała Supermana za to jego bycie och i ach, ucieszyłem się że tu nie pojawił się ten bohater. Ciekawiej zobaczyć jak w obliczu takiego zagrożenia radzi sobie ktoś, nie do końca taki super. Dobór głównych postaci wydaje mi się trafiony, mimo że większości z nich nie znałem.

Za rysunki w poprzednim tomie odpowiadał Trevor Hairsine i muszę przyzać, że jego prace bardzo przypadły mi do gustu. Widząc nazwisko innego rysownika na okładce tego tomu nie byłem rozczarowany. Postanowiłem dać szansę. Dałem. I dopiero potem poczułem rozczarowanie. Z całym szacunkiem dla Karla Mosterta, ale jego prace nijak się nie mają do prac jego poprzednika. Jakoś wydaje mi się, że postacie rysowane przez Mosterta przypominają azjatów. Każdy z nich ma jakby skońsne oczy. No, normalnie miałem wrażenie że czytam komiks o azjatyckich bohaterach. Nie wiem czy słusznie takie wrażenie odniosłem czy nie... no ale tak się czułem. Poison Ivy wygląda jak jakaś zapaśniczka. Harley wygląda niczym karykatura samej siebie. Cheetah... sam nie wiem co o niej powiedzieć. Zdecydowanie bardziej bym się ucieszył widząc za rysunkowymi sterami poprzedniego artystę. No ale cóż, czytelnik rysownika nie wybiera. Czytelnik go lubi albo nie.

Co mogę powiedzieć o „Niezniszczalnych”? Szybko, bardzo szybko się to czytało. Może jako osoba nie będąca miłośnikiem DC nie rozumiałem wszystkiego, chociażby zdolności czy historii niektórych bohaterów, to jednak bawiłem się całkiem nieźle. Opowieść o niedobitkach z apokalipsy zombie była dobrą rozrywką. Szkoda, że tak krótką. Ale na pewno fajnie było wrócić do świata zombiaków DC. Dla miłośników żywych trupów komiks jest odpowiednią lekturą. Jeśli szukacie czegoś lekkiego, to na pewno spędzicie z tym tomem kilka przyjemnych chwil.

Dengar

DCeased: Niezniszczali
scenariusz: Tom Taylor
rysunki: Karl Mostert
tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
wydawnictwo: Egmont
liczba stron: 144 strony
cena: 59,99 zł


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2021 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.