Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Ultimate Spider-Man tom 8

Seria „Ultimate Spider-Man” nabiera szalonego tempa i dobrnęliśmy niemal do setnego numeru. Kto by pomyślał? Mam wrażenie, że ledwie wczoraj czytałem jak pająk ugryzł Ultimate Petera Parkera i dopiero co rozpocząłem swoją przygodę ze światem stworzonym przez Bendisa. Co tym razem duet, a raczej trio Bendis/Bagley/Brooks wymyślili w zeszytach wchodzących w skład tego tomu.

Życie Petera ze świata Ultimate nie jest proste... w sumie nigdy nie było. Nie dość, że musi ukrywać swoją sekretną tożsamość przed ciotką, która uważa Spider-Mana za tchórza, to jeszcze rozszedł się z Mary Jane, musi dźwigać na swych plecach ciężar śmierci Gwen, do tego praca, szkoła... No łatwo nie jest. Ale zaraz, przecież życie Parkera wcale nie jest takie tragiczne. Bowiem w pierwszej historii tego tomiku nawiązuje nieco bliższą relację z rzuconą przez Bobby'ego Kitty Pride. Brzmi ciekawie? No właśnie, jak może wypaść romans między dwójką bohaterów? Czy fakt, że Kitty jest dość znana jako mutantka i członkini X-Men nie zdemaskuje Petera? Czy to będzie znaczyło, że team-up Spider-Mana i X-Men jest nieunikniony? Pewnie się przekonamy. Niespodziewany zwrot akcji dla kogoś, kto spodziewa się że seria Ultimate będzie podążała za „regularnym” Spider-Manem. Nie jest tak. I dobrze. Bo dzięki takim twistom, zawirowaniom scenarzysta może nas zaskoczyć. Spodziewaliście się kiedyś, że Peter będzie z Kitty? Ja nie. „Regularny” Spider mnie nauczył, że jak ma być prawdziwa i szczera miłość to tylko do MJ a inne kobiety to chyba taka odskocznia. No dobra, chyba dopingowałem Peterowi i Charlie, ale wszystko się rypło i ciągnęło rudą do Petera. A tu proszę, Pająk i mutantka. Trzymam za nich kciuki.

Ale, ale... przecież ten komiks to nie tylko miłosne rozterki nastolatków. Nie dość, że nowa miłość, to jeszcze Peter musi zmierzyć się z zazdrością swojej byłej, Mary Jane. A jakby to było mało, staje do walki z zabójcą znanym jako Omega Red. I właśnie przez to, nasz przyjacielski pajęczak ładuje się w kolejną kabałę. Zostaje wzięty na cel przez Donalda Roxxona, pierdołę zarządzającą firmą, który uważa, że bohater ma coś wspólnego z atakami na jego firmę. Ciekawy tok rozumowania, prawda? Ktoś ratuję twoją firmę, a ty go posądzasz o ataki na nią. No ale cóż, jak mówiłem, Donald do geniuszy nie należy. Dlatego wynajmuje Silver Sable i jej Wild Pack, aby przyjrzeli się bliżej Pająkowi. Z tego wyjdzie całkiem niezła afera, która w pewien sposób zdradza tożsamość Spider-Mana. Ba, na scenie pojawią się kolejni „klasyczni” złoczyńcy w wersji Ultimate, a mianowicie: Vulture oraz Tinkerer. Krótko mówiąc, ta opowieść jest dobrze rozpisaną sensacją. Czytało się dobrze, szybko i przyjemnie.

Idąc dalej, dostajemy to o czym wspominałem kilkanaście zdań wcześniej. Związek Petera i Kitty sprawia, że Pająk musi połączyć siły z X-Men. Ba, wręcz wyrusza im na ratunek. A co się stało? Otóż, Kitty, Cyclops i spółka zostają porwani aby wziąć udział w telewizyjnym show. Brzmi niegroźnie? Kto z nas nie chciałby wziąć udziału w jakimś reality show czy teleturnieju, prawda? Zwłaszcza jak można wygrać wielką kasę. No pewnie chętnych byłoby wielu. Jednak w tym programie wygraną jest... życie. Bowiem, Deadpool – gwiazda programu – i jego Reavers są zaciekłymi wrogami mutantów i chcą ich pozabijać. A wszystko to ma się dziać przed obiektywami kamaer. Brzmi nieźle, co? Zwłaszcza, że mamy tu świetną akcję, tempo, żywe dialogi, jest po prostu świetnie! Forma narracji na modłę telewizyjnego show również dodaje klimatu tej opowieści. Aż sobie wyobrażam, jak mogłoby to wyglądać w formie animacji. Oj byłoby fajnie!

Na pewno plusem niniejszego tomu jest różnorodność postaci. I mam tu na myśli również to, że różnią się oni od swoich pierwowzorów ze świata 616. Sępem nie jest znany nam Adrian Toomes. Jest nim ktoś inny i to na dodatek związany z SHIELD. Również Morbius wydaje się być ciekawą postacią, chętnie jeszcze bym go ujrzał na łamach tej serii. Plusem też jest annual z gościnnym udziałem Daredevila i Moon Knighta. Silver Sable i Deadpool także zostali ciekawie rozpisani. Mam nadzieję, że ten drugi jeszcze się pojawi w świecie Ultimate. Brian Michael Bendis pokazuje, że cały czas – póki co – świetnie sobie radzi z tą serią. I dobrze, oby ta dobra passa trwała jak najdłużej.

Pod względem wizualnym, jak zawsze ekstra. Mark Bagley jak zawsze na propsie. Jego rysunki chyba nigdy mi się nie znudzą. Mark Brooks odpowiedzialny za oprawę graficzną obu annuali również daje sobie radę. Więc pod względem wizualnym, nie mam na co narzekać. Na pewno wygląd Deadpoola zasługuje na uznanie. Morbius oraz Blade mimo że wyglądają dość klasycznie, również cieszą oko. Jeśli chodzi o jakość wydania, to również nie mam nic do zarzucenia. Egmont stanął na wysokości zadania: ładny papier, twarda oprawa. Perfecto. No i także tłumaczenie, za które odpowiada Marek Starosta jak zawsze jest na najwyższym poziomie. Nie mam się do czego przyczepić.

Tom z pewnością zadowoli wszystkich fanów Spider-Mana. A także miłośników dobrze napisanych komiksów. Jeśli wciąż się zastanawiacie czy warto zainwestować w tę serię ze świata Ultimate... powiem jedno: warto!

Dengar

Ultimate Spider-Man tom 8
scenariusz: Brian Michael Bendis
rysunki: Mark Bagley, Mark Brooks
tłumaczenie: Marek Starosta
liczba stron: 384
cena z okładki: 99,99 zł



Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2021 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.